Po ostatnich wakacjach, w tym roku to był punkt obowiązkowy. Szymek tym razem wolne od żłobka dostał na cały sierpień, więc żeby w pełni wykorzystać lato, już 1 sierpnia w nocy, wyjeżdżamy na północ. 
Plaża – w pierwszy dzień zrobiliśmy błąd i poszliśmy na główną, strzeżoną – w cholerę ludzi, kosze, knajpy i inne wynalazki jeszcze potęgują wrażenie tłoku. Od kolejnego dnia wybieramy plażę przy samej granicy niemieckiej, gdzie nie dość, że jest mniej ludzi, to jeszcze da się dojść bez użycia samochodu. Same zalety.
Żarcie. Śniadania i kolacje we własnym zakresie, obiady w klubie garnizonowym nam zamknęli, znaleźliśmy w „naszej” dzielnicy obiady „stołówkowe” za ~20 zł od łeba (dobre, ale w dość marnych warunkach) i trochę bardziej cywilizowane (ale chyba mniej smaczne) za 25 zł za osobę.

Pogoda. Tym razem tylko jeden dzień były lekkie opady – reszta, czyli ponad tydzień – lampa. Jak ktoś chce złapać opaleniznę, to Świnoujście jest lepsze właśnie z początkiem sierpnia (i to jest obserwacja z około 30 lat 🙂 )
Wieczory – długie spacery – raz do wiatraka, raz na podbój Niemiec. Prawie zawsze na lody na Matejki, z reguły jeszcze deptak. Szymkowi każdy wariant się podobał, Indianie, koncerty, Muszla, a przede wszystkim stoiska z zabawkami 😀

Dojazd. Nowy nabytek sprawdził się dobrze, spakowaliśmy się tym razem bez problemu, przejechaliśmy szybciej, z odczuwalnie mniejszym spalaniem niż rok temu. Pod koniec zaczęło tylko huczeć łożysko w lewym przednim kole. Mam z kolei wrażenie, że odcinek Lubin – Gorzów był w tym roku jakiś taki gorszy. Szymek spał podobnie, prawie całą drogę. Trasa 740 km, w jedną stronę 7 godzin, z powrotem 7:30. Inna sprawa, że z tempomatem, to można się przekręcić z nudów. Dobrze, że jest nawigacja 🙂

I standardowo – jeszcze link do galerii na Flickr