Zostaliśmy siłą zmuszeni przez Asię Zając, ale w sumie było fajnie. Towarzyskie spotkanie wieczorno-nocne w Fortecy. Z Dorotą, Moniką i Marcinem, dopingującym Maharadżą o Kulach, oraz fotografującą Asią z Wielkim Brzuchem 🙂 popełniliśmy kilkanaście baldów, z reguły z sukcesem 🙂 Wynik sportowy nie był może oszałamiający, ale po pierwsze płaciliśmy frycowe w debiucie, a po drugie nie było specjalnego parcia na szkło. Z kilku baldów jestem zadowolony, kilka mogłem zrobić więcej (w poniedziałek puszczały bez problemu), ale najlepsze jaja były jak obserwowałem innych – tam gdzie ja walczyłem „na motyla” o życie – okazywało się, że da się pięknie, lekko i technicznie 😀
