Sobota, organizm jakby zaczął przyzwyczajać się do wysiłku i zmęczenia. O 7:00 wychodzimy z Murowańca, temperatura dość niska, ale świeci piękne słońce. Początek tak jak wczoraj – Czarny Staw, Zawrat. Przełęcz wita nas ciepłym i przyjemnym słońce, oraz widokiem na Dolinę 5 Stawów Polskich.

Krótkie śniadanie i napieramy. Dzisiejsza trasa trochę bardziej ambitna niż wczorajsza. Najpierw lekko po lewej stronie grani Małego Koziego Wierchu, by wejść na sam szczyt granią.

Dalej przechodzimy znowu do cienia – na stronę Hali Gąsienicowej. Nieprzyjemny Żleb Żydowski czyli Honoratka i trawers na wschód. Na Zmarzłych Czubach znowu witamy słońce.

Na Zmarzłej Przełęczy kolejny krótki posiłek i nastawiamy się psychicznie na najbardziej męczący odcinek, czyli drabinka + wejście na Kozi Wierch od Koziej Przełęczy.

Tak właśnie jest. Kominki, trawersy i łańcuchy zdają się nie kończyć. Porządnie zmęczeni siadamy na szczycie Koziego Wierchu i podziwiamy panoramę Tatr Wysokich.

Po odpoczynku idziemy dalej, tym razem już łatwym terenem. Najpierw lekko schodzimy w stronę Doliny 5 Stawów, potem trawers wprowadzający do Żlebu Kulczyńskiego. Aśka schodzi na dół, my z Arkiem pędzimy jeszcze Kominkiem pod Czarnym Mniszkiem w kierunku Zadniego Granatu i tamtędy schodzimy. Z powrotem spotykamy się w Koziej Dolince i razem pędzimy na piwo do Murowańca 🙂
Fajny blog, choć znalazłem jeden defekt. Nie ma w nim kontaktu do Ciebie 🙂