13, piątek. Budzimy się w Murowańcu po 6:00. Trochę czuć zmęczenie po wczorajszym podejściu Boczaniem z plecakiem 70 litrów, wypakowanym na 110%. Pogoda niezła, także w dobrych nastrojach przed 7:00 wychodzimy ze schroniska, obierając kierunek na Czarny Staw Gąsienicowy, a potem na Zawrat. Idzie się dobrze, także szybko obchodzimy CSG i zaczyna się bardziej wymagające podejście pod górę, a pod samym Zawratem klamry i łańcuchy.

Na przełęczy otwiera się piękny widok na Dolinę Pięciu Stawów Polskich i Tatry Wysokie. Robimy krótki postój na drugie śniadanie, ciesząc się promieniami słońca.

Z lekkim niepokojem obserwujemy nadciągające od strony Hali chmury, które powodują, że jednak zbieramy się szybko dojadając kanapki.

Szlak z Zawratu na Świnicę jest całkiem przyjemny. Arek prowadzi, Aśka idzie w środku, ja zamykam peleton. Ludzi nie ma dużo, z nami idzie starszy człowiek, mijamy kilka osób, które zmierzają w przeciwnym kierunku. Dochodzimy do miejsca, gdzie na szczyt trzeba odbić w prawo i w końcu osiągamy wierzchołek. Niestety widoków nie ma, otuliły nas białe pierzyny chmur, także po szybkim wykonaniu telefonów kontrolnych, schodzimy w kierunku Świnickiej Przełęczy. Trudności przy suchej skale nie ma żadnych, średnio sprawna osoba poradzi sobie bez problemu.

Na przełęczy się lekko przejaśnia, ze względu na to, że czasowo jesteśmy bardzo dobrze, robimy kolejny piknik. Dalej Arek postanawia iść jeszcze na Kasprowy, a my z Aśką schodzimy przez Liliowe do Murowańca, gdzie czeka zasłużony, schłodzony browarek 🙂

Kończymy dzień na nocnych rozmowach Polaków w schronisku, następny dzień plan to już odcinek Orlej Perci.