Wygospodarowałem 2 dni, Mirek załatwił akredytację – no to jazda 🙂 Na pierwszy dzień plan to odbiór kamizelki i identyfikatora w Myślenicach i oes nr 2,5,8 – Stryszów. Standardowy korek na Zakopiance (mimo że starałem się objechać bokiem, swoje odstałem), bezproblemowe Myślenice i zaczęło się fajnie 🙂 droga Myślenice – Sułkowice i dalej w kierunku Lanckorona, Stryszów 🙂 Nawigacja mnie dobrze poprowadziła, gdzieś za Sułkowicami dojechałem do zgrabnie, szybko i płynnie jadącej 159 – świetnie się jechało – idealnie w moim szybszym tempie, bez zbędnych hamowań, dobrym torem po pustej, krętej drodze. Okazało się że kierowca też jechał na rajd, a ku mojemu zdziwieniu wiózł w foteliku 4 letniego syna 😀 Szybko dojechaliśmy na start – akuratnie na moment wjazdu pierwszych załóg – Kuzaja, Kościuszki, Kajtka.

Robie zdjęcia w strefie startu i powoli idę wzdłuż odcinka. Pogoda dopisuje, jest ciepło, słońce zaczyna się przebijać przez chmury. Ludzi dużo nie ma – wiadomo – przedpołudnie piątek, raczej sami miejscowi + fascynaci + foto 🙂 Żeby zróżnicować zdjęcia – cały czas idę wzdłuż odcinka (są ku temu warunki) aż wreszcie na koniec pierwszego dojazdu dochodzę na ładne, dziurawe spadanie + 2-3 zakręty. Tam śniadanie i prawie cały drugi przejazd 🙂 Trzeci przejazd to w zasadzie powrót do samochodu. Przeszedłem około 5 km w jedną stronę. Droga powrotna – to jechana już przeze mnie parę razy droga Kalwaria – Skawina – również bardzo fajna 🙂

Tego dnia zrobiłem około 400 zdjęć nadających się na pokazanie (ale oczywiście ze względu na lekką monotonię, wybrałem 25). Warunki do robienia zdjęć niezłe, ostre słońce nie przeszkadzało bardzo, było jasno. Strzelałem w większości 17-50, momentami zakładałem 70-300 (szczególnie do panoramowania). Czasy to od 1/200 do 1/320 przy przesłonie 2.8-7.1 (przy panoramowaniu 1/80 s, przy 1/60 już mi niestety ręka drżała 🙂 ) Wydaje mi się ze idealnym na te warunku (jasno i pozycja blisko drogi) było by coś w rodzaju 28-75 albo 28-135 niekoniecznie jasnego (no może w lesie). Sportowo – dopóki jechał – największe wrażenie Kościuszko – jechał imho wszystko, wykorzystując całą szerokość drogi i mocno sprzęt, niestety po 2 przejeździe skończył. Ładnie Kajto, Bębny, Oleksowicz. Bouffier z chirurgiczną precyzją, bez fajerwerków, nawet nie wyglądało to na bardzo szybko. Kuzaj z Fryczem – no niby coś tam próbowali, ale przestaje mi się podobać styl obu 🙂 Kuchar imho dramatycznie – nie wiem czy to wina sprzętu czy czego ale wyglądało że nie dogadał się z rajdówką. Kropek w „Prawie jak Subaru” z problemami technicznymi, po drugim przejeździe gdzieś wyzej zgasło mu auto i chyba gdzieś wydupił, na koniec dnia widziałem malucha na holu.

Sobota to wyjazd przed 9.00 na Lanckoronę – ale nie klasycznie, od góry, tylko od Skawinki, od dołu – dzięki temu dojechałem prawie pod sam oes. Plany coprawda były na Tarnawę, ale ze względu na to, że chciałem na koniec dojechać jeszcze na metę do Myślenic, wybrałem bliższy oes. Warunki słabsze niż poprzedni dzień – zimno, wieje i ciemno, co chwilę strasząc deszczem. Marznę – polar i gore się sprawdzają, ale zimno mi w głowę i nogi (szerokie gacie 😀 ) Dzisiaj 2 przejazdy, ale w połączeniu z pzmotem – najpierw drugoligowcy (prawie 100 samochodów), 1,5 godziny później RSMP. Start PZMotu o 10.17 im bliżej tej godziny – na nawrocie na którym stoję – coraz więcej ludzi. Przydaje się kamizelka – ludzie scieśnieni za płotami i na przystanku, ja sobie stoję w miarę w komforcie przed płotem, ale staram sie nie zasłaniać nikomu. Atmosfera gęstnieje w momencie przejazdu pierwszej załogi – jadą na lajcie, bez kasków, kurtka na wacie – wolny przejazd. Swoje robi też pobliski sklep z którego donoszona jest cały czas gorzoła i browar. Safety w postaci jednej, ale obrotnej kobity dwoi się i troi żeby opanować tłum, w końcu pomagają jej miejscowi policjanci i strażak 🙂 Rajdówki przejeżdżają jakoś tak nieskoordynowanie, w końcu pojawia się znowu odbiór trasy i wygląda na to że tym razem ok – RSMP poleci 🙂

Pierwszy franzuz – już klasycznie dla siebie – uślig dokładnie taki jaki potrzeba i od razu przyspieszenie na prostych kołach. Dalej reszta stawki – mniej lub bardziej ale na okrągło. Wyjątkiem był Butruk, którego chyba za mocno wyniosło i z bardzo bliska pokazał red. Kwiatkowskiemu swój tył i latające kamienie 🙂 Na drugi przejazd poszedłem na prawy 90 – z 5 lat temu – jeszcze w czasach WRC staliśmy dokładnie tam, tyle że oes biegł w drugą stronę. Znowu czekanie i zimno. Najpierw pzmot – lepiej lub gorzej – moją uwagę zwrócił Wiesław Ingram w Clio Sport, oczywiście Klementowicze w bmw 318 e30 (jak się później okazało wygrali 5 z 6 oesów, ale zostali zdyskwalifikowani za nieregulaminowe nawierty bocznych wzmocnień – mimo że waga była ok) oraz chłopaki z maluchów. RSMP klasycznie – Bouffier chyba podcina nawet lekko ręcznym, wychył jest minimalny ale pozwalający na prostych kołach przyspieszać jeszcze z czystego asfaltu, przed syfem naniesionym z cięcia 🙂 Kuzaj bogato (widać lekko uszkodzony lewy przód), widać że mocno napiera Kajetanowicz. Po czołówce zaczynam się wycofywać do auta, żeby zdążyć na metę w Myślenicach. Droga tym razem wolniutko bo wpadłem w kolumnę rajdówek – prowadził Łukasz Sztuka, potem Bełt, jakiś van, ja, Stecu i dalej nie wiem kto 🙂 musieli jechać przepisowo – 60-40 na godzinę, a mnie jakoś tak głupio było robić wiochę z wyprzedzaniem 🙂 Dojeżdżam oczywiście spóźniony, na mecie jest już 10 załóg, dzięki kamizelce wchodzę do parku i tam jeszcze pykam kilka stacjonarek. Oddanie kamizelki i do domu zjeść coś ciepłego 🙂

Dzień o wiele gorszy fotograficznie. Sigmy wogóle nie wyciągałem bo było na nią za ciemno i za blisko. 17-50 dawało radę, ale chyba lepsze było by 28-75 ze światełkiem 2.8 – może się uda w tym tygodniu dostać jakiś dobry egzemplarz 🙂