Czy to możliwe? Właśnie tak, w dodatku nie sam traciłem dziewictwo, a w doborowym towarzystwie – Cześka, Nitki i Świra. Geneza wyjazdu ostatnio klasyczna. Zimno, słonecznie, wiatr, tydzień opadów – zróbmy coś! Tatry lawinowo samobójcze, więc – kapusty! Na Turbacz po raz kolejny nie – więc Królowa jest tylko jedna – Babia Góra.

Wyjazd cywilizowany, jak na białego człowiek przystało – w okolicach 6:00, żegnamy Ruczaj, 7:30 meldujemy się w Przywarówce. Auto kulturalnie zostawiamy na parkingu i rozpoczynamy pełne przygód podejście lasem. Pełne przygód, tzn. raz prawie wpadliśmy do strumyka, ale że jesteśmy dzielni, spostrzegawczy i mądrzy, przynajmniej niektórzy udało ominąć się pułapki. Las jak to las – kiedyś każdy się kończy, od Przywarówki trzeba przyznać kończy się bardzo efektownie – fantastycznym widokiem na całe Tatry.

. Przedsmak warunku szczytowego daje powoli wzmagający się wiatr, więc trzeba włożyć na siebie coś małoprzewiewnego, najlepiej z kapturem. Na nartach idzie się dobrze – nie ma dużej stromizny, foki trzymają dobrze, tuptusie też jakoś bardzo nie narzekają, chociaż zdarza się, szczególnie Cześkowi rzucić mięsem po „wpadnięciu po pachwinę”.

Do tej pory na szlaku pustki, dopiero pod samym szczytem spotykamy pierwszych ludzi, na szczycie jest już mały tłok. Mały, bo warunek jest jednak wyniszczający organizm – a mianowicie silny, porywisty wiatr przy temperaturze circa -10. Murek pomaga przepiąć się do zjazdu, Świrek wciąga batona i szybko oddalamy się w dół. Zjazd jest dobry, śnieg fajny więc zatrzymuję się dopiero usatysfakcjonowany dopiero parę minut niżej. Czekam na resztę, znajdujemy przytulną choinkę i piknikujemy! Prawie 120 minut ciężkich rozmów o życiu, kilkanaście wciągniętych bułek, 4 jajka, 30 dkg kabanosów, kilogramy czekolady, batonów i suchych ciasteczek Cześka.

Jeszcze tylko uważny zjazd lasem (jakoś tak nie czuję komfortu jeżdżenia między drzewami) i koniec bardzo fajnej wycieczki. Kolejny dobry dzień!
➡ Kilka moich zdjęć na Flickru
Uwaga: Zjazdy narciarskie z Babiej Góry po polskiej stronie dozwolone są tylko po wyznaczonych przez BGPN szlakach. Absurdalne jest to, że Strażnicy Parku, w celu pilnowania tego przepisu poruszają się na skuterach i/lub również na nartach. Tymczasem na stronę słowacką można zjeżdżać legalnie.