Od kursu turystyki zimowej minęły prawie 3 miesiące, a z Arkiem nie mogliśmy się dogadać co do wspólnego wyjazdu. Wreszcie jest. Weekend, dodatkowo dołącza Budzik, z którym 5 Stawów atakujemy już w piątek, Arek ma dojechać w sobotę skoro świt. Z ciekawostek piątkowych – ze względu na beton, podchodziliśmy ciut krótszą (ale w innych warunkach zupełnie nie praktyczną) drogą „pod wyciągiem”.

Sobota wita nas straszną lampą, żadnej chmurki. Około 7 dociera Arek, dajemy mu chwilę odsapnąć i ruszamy w stronę naszego dzisiejszego celu czyli Koziego Wierchu. Szybko pozbywamy się wszelkich okryć wierzchnich. Czas nas nie goni, więc często odpoczywamy.

Podejście jest strasznie mozolne, Budzik bez presji w pewnym momencie rezygnuje i zakłada drugi obóz wysunięty, czekając, aż obskoczymy z Arkiem szczyt. Ten niedługo się wreszcie pojawia. 30 min, zdjęcia, bułka, obserwacja narciarza, który w międzyczasie nas dogonił i zjechał. W końcu dupozjazd.

Rozpoczęty mimowolnie, przy zejściu, przez przepadający śnieg, który po prostu nas poprzewracał. Dramatu dodał jeszcze aparat, który wyleciał Arkowi z kieszeni, ale Arek dzielni rzucił się za nim na brzuchu, głową w dół 😉 Wszystko skończyło się szczęśliwe, a my z toną śniegu w gaciach i brzuchami bolącymi od śmiechu powłóczyliśmy do schronu.

Niedziela nie była już taka radosna. Pogoda co prawda dalej była jak żyleta, ale nam zaczęła z twarzy i ogólnie głowy lać się ropa 😉 na oko, poparzenia 2 stopnia. Arek z Budzikiem mając wszystkiego dość, zbiegli na dół i zrobili sobie przejażdżkę na Słowację, a ja po chwili zastanowienia, ruszyłem w kierunku Zawratu (alternatywą był Szpiglas) i właśnie przez Halę Gąsienicową zbiegłem do Kuźnic i ronda gdzie czekała na mnie szalona Corsa Arka.

Weekend bardzo udany – mimo oparzeń, które dawały znać o sobie jeszcze dobre dwa tygodnie. Kawał fajnej przygody, bez napinki.
Fotograficznie – eksperymentalnie wziąłem tylko 70-300, więc to co udało mi się zrobić to tylko testy i uczenie się. W relacji wykorzystałem też zdjęcia Arka i Budzika (niestety nie wiem które są czyje) – mam nadzieję, że mi to wybaczą.