Złapałem kontakt z chłopakami z forum turystyki górskiej i od razu padła propozycja (a nawet kilka). Piątek, lajtowy spacerek w Zachodnich. Po świętach bardzo mi odpowiadało takie przetarcie, więc bez wahania – jedziemy. Początkowy plan – na Kasprowy kolejką i granią przez Kopę Kondracką na Giewont. W Zakopanem się okazało, że mocno wieje i kolejka nie jeździ – więc na nóżkach, przez Kalatówki, najpierw do schroniska na Hali Kondratowej, a potem w górę do przełęczy Kondrackiej i cel – Giewont. Warunki niezłe, oprócz tego że wiało – chmury wysoko, niezbyt zimno, śnieg trochę nawiany, ale w większości twardy. Szliśmy tak jak biegnie szlak letni, przy samej kopule czasami pomagając sobie łańcuchami – było na tyle mało śniegu że w tych miejscach wystawała skała co w połączeniu z rakami nie dawało dużo komfortu. Na samym szczycie piździło już bardzo mocno, mieliśmy trudności z utrzymaniem się na nogach. Potem tylko jeden duży dupozjazd do schroniska, tam posiedzieliśmy do zmroku i z powrotem do Kuźnic i do auta. Fotek ze względu na warunki jakoś dużo nie porobiłem, zresztą widoków też specjalnych nie było 🙂 Po drodze, powyżej schroniska spotkaliśmy 4 osoby, w tym pod samym szczytem specyficzną parkę – chłopak w czarnych butach wyjściowych, białych skarpetkach i przykrótkawych dżinsach, dziewucha z gołymi plecami (za krótka kurtka), buty też jakieś dziwne. Dotarli do miejsca gdzie brakowało im ok 20 metrów do szczytu i chyba nie byli w stanie się ruszyć do góry – na szczęście po naszych sugestiach – zawrócili. Reasumując – nowe towarzystwo niezłe, chociaż boję się trochę 'gąbkowatości’ (chłopaki z powrotem wysuszyli po 4-5 browarów, ja na szczęście kierowałem), wycieczka udana. Napisałem też troszkę inną relację na forum.