W Tatrach w dalszym ciągu 3/4 lawinowa, ale na niedzielę zapowiadane było pierwsze słońce od dawna 🙂 Warianty – nieśmiertelna Babia, może coś delikatnego w Zachodnich albo coś boiskowego (czyli albo Kasprowy albo Łomnica albo Strbskie). Aśka zadecydował („Bo ja bym chciała pozjeżdżać” :D). Z rana zimno jak fiks, w Krakowie o 6.00 w okolicach -18 stopni, ale im bliżej Słowacji tym cieplej. Gondolka na Skalnate Pleso. Pierwsze zdziwienie – śnieg walił od 2 tygodni non stop, a na 1700 jest go tak, powiedziałbym średnio. Biorę ciepłą kurtkę, ale po pierwszym zjeździe z Łomnickiego Sedla przebieram na goretex bo jest za gorąco 🙂 Śnieg idealny. Twardziutki, zmrożony, ale przy tym pozwalający w nim rzeźbić 🙂 
Jeździliśmy do 14.00. Warunki świetne, mało ludzi, słońce. Trochę poeksperymentowałem po lewej i prawej stronie przygotowanego stoku (po lewej to nawet wycedziłem :D). Fajny był też zjazd od Skalnatego do stacji pośredniej gondolki. Jak rano kupowałem bilety, to babka w kasie próbowała mi coś tłumaczyć, pokazując na ten odcinek, ale tylko kiwnąłem głową i powiedziałem ze tam jeździć nie będziemy 🙂 co się okazało – zwykle tam była taka wąska nartostrada, teraz nic tam nie było 🙂 tzn zjazd po części szlakiem pieszym, po części polami kosówki itd. Aśce się strasznie nie podobało, ale dla mnie to było całkiem całkiem 🙂 doświadczenie zdobyte na skiturach zaowocowało 🙂 Od stacji pośredniej już płaskie boisko, nowy wyciąg krzesełkowy idący od dołu, więc bez historii 🙂

Jeszcze jedno, słaba złotówka trochę zabiła kosztowo ten wyjazd. Karnety + żarcie dla 2 osób wyszły ~350 zł, Kasprowy mimo tego że tam jest płatny parking, trzeba zapłacić oddzielnie za kolejkę i busa wychodzi ok 300 zł.