156 ostatnio traktowana była po macoszemu. To znaczy kurzyła się na podwórku od lipca i tylko było słychać jak ją ruda zżera. Tydzień temu miałem chwilę. Po 8 godzinnym ładowaniu aku, odpaliła od pierwszego obrotu.
Tankowanie, podjazd na myjkę… i klops, po myjce zakręciła 3 razy, z każdym coraz wolniej i zdechła. Pogotowie energetyczny w osobie Mariana zjawiło się już po 15 minutach od wezwania (dzięki temu Renox Mariana również doczekał się mycia) i za pomocą kabli 156 znowu ożyła. Szybka przejażdżka wokół dzielni ujawniła jeszcze konieczność przesmarowania łapy wybieraka skrzyni – był problem z powrotem lewarka do pozycji środkowej, poza tym wrzuceniem szóstego i wstecznego biegu.

Dalsze czynności serwisowe (plus kilka dodatkowe, jak np. polerka baranów) zabrały mi tydzień, wczoraj, tzn. w wigilię poskładałem wszystko do kupy i dzisiaj odbył się tak zwany Świąteczny Cruising po południowej części miasta.







Po powrocie, okazało się, że ze skrzynią jest dużo lepiej, ale do ideału jeszcze brakuje, aku trzeba natomiast trzeba dobrze doładować (zdaję sobie sprawę że długi czas rozładowania mu nie pomógł). O rozrządzie, płynach, podłodze i innych elementach, które chrupie ruda nie wspominając 😉