Przejdź do treści

Turniej Koszykarskich Pokoleń w moim liceum.

Początek obchodów 50 lecia szkoły. Profesor Obidowicz, pieszczotliwie nazywany Obi 🙂 od jesieni trąbił żeby szlifować formę i kondycję na te zawody. Słowo się rzekło, gramy. Przydzielony jestem do najstarszej grupy, „juniorów starszych”, z Wojtkiem, Kowalem, Jezusem, Mirkiem Kubicą i nieznanym mi dotąd Marcinem. Predykcje – mamy realne szanse na 2 miejsce, jest jedna grupa teoretycznie silniejsza, reszta średnia 🙂 Pierwszy mecz z obecną reprezentacją szkoły, trochę ich masakrujemy, później się okazuje, że zawiedli ich liderzy. Gra mi się dobrze, rzucam coś pod 20 punktów (przez 16 min 😀 ). Niestety pod koniec podkręcam jakoś dziwnie lewą nogę, przy obciążeniu pionowym nie boli bardzo, ale przy „zrywie” łupie jak fiks 🙂

Od święta było trochę walki
Od święta było trochę walki

Dowiedz się więcej »Turniej Koszykarskich Pokoleń w moim liceum.

Kurs wspinaczkowy :)

Kończy się sezon zimowy, nowy, letni trza było jakoś spektakularnie rozpocząć. We wtorek skontaktowałem się z Waldkiem – są miejsca na kurs zaczynający się w sobotę, no to po szybkiej konsultacji z Aśką – zapisuje się 🙂 Jeszcze tylko zakup butów i nadchodzi sobota. Zaczynamy na Winnicy w Bolechowicach, rozdział sprzętu i zespołów. Trafiam do grupy Waldka, chociaż akurat ten podział jest czysto formalny, całą 12-osobową grupą opiekują się trzej instruktorzy – Maciek, Szymon i właśnie Waldek. Ważniejszy przydział to Marta – moja partnerka wspinaczkowa – sympatyczna, z początku małomówna 🙂 Pierwszy dzień to wędeczka i Dolina Bolechowicka. Pierwsze dwie drogi idą jak z płatka, problemy zaczynają się na trzeciej, gdzie zaczyna brakować pary w dłoniach. Próbuje z 5 razy, potem Marta kilka razy, od razu pierwsza sekwencja nie puszcza 🙂 Rezygnujemy, odpoczywamy i na koniec robimy jakąś lajtową czwóreczkę 🙂

Zjazdowa Turnia w Kobylańskiej
Zjazdowa Turnia w Kobylańskiej

Dowiedz się więcej »Kurs wspinaczkowy 🙂

Szczytowanie na wierzchołku taternickim Świnicy

A jednak!

ICM zapowiadał niezłą pogodę na czwartek, więc bez marudzenia o 8.00 zameldowałem się w Kuźnicach 🙂 Wyjazd standardowo kolejką (w kasach zupełnie bez ludzi, ale już w wagoniku mały tłok). Trochę chmur na niebie jest, wiatr też nie oszczędza, ale zakładam szybko foki i narty i jadę w kierunku Świnicy. Plan był taki żeby zjechać w prawo i przez Gładki dostać się do piątki, ewentualnie wrócić przez Zawrat, ale okazało się, że po pierwsze zapomniałem telefonu z samochodu, po drugie GPS coś słabo funkcjonuje, po trzecie pogoda jednak nie jest pewna, a po czwarte zbocza spadające do Cichej jakoś tak dziwnie lawiniaste mi się wydawały.
Dowiedz się więcej »A jednak!

Tatry z Zakopanego

Chyba nie dane jest mi coś poturować

Wyjazd od conajmniej tygodnia uzgodniony, chociaż cel się zmieniał jak w kalejdoskopie. Ostatnia wersja to taka, że chłopaki jadą łoić dziury w okolicach Kościeliskiej, a ja lecę do Kondratowej i na miejscu myślę co robić (prognoza pogody niestety nie była optymistyczna). Podróż piątkowym popołudniem minęła o dziwo szybko, może dlatego że jechaliśmy przez Wieliczkę, Dobczyce i Mszanę, wyskakując na Zakopiankę dopiero w Rabce.
Dowiedz się więcej »Chyba nie dane jest mi coś poturować

Rajd Krakowski 2008

Wygospodarowałem 2 dni, Mirek załatwił akredytację – no to jazda 🙂 Na pierwszy dzień plan to odbiór kamizelki i identyfikatora w Myślenicach i oes nr 2,5,8 – Stryszów. Standardowy korek na Zakopiance (mimo że starałem się objechać bokiem, swoje odstałem), bezproblemowe Myślenice i zaczęło się fajnie 🙂 droga Myślenice – Sułkowice i dalej w kierunku Lanckorona, Stryszów 🙂 Nawigacja mnie dobrze poprowadziła, gdzieś za Sułkowicami dojechałem do zgrabnie, szybko i płynnie jadącej 159 – świetnie się jechało – idealnie w moim szybszym tempie, bez zbędnych hamowań, dobrym torem po pustej, krętej drodze. Okazało się że kierowca też jechał na rajd, a ku mojemu zdziwieniu wiózł w foteliku 4 letniego syna 😀 Szybko dojechaliśmy na start – akuratnie na moment wjazdu pierwszych załóg – Kuzaja, Kościuszki, Kajtka.

Leszek Kuzaj i Craig Parry na chwilę przed startem
Leszek Kuzaj i Craig Parry na chwilę przed startem

Dowiedz się więcej »Rajd Krakowski 2008

Ornak, skitury i niewiele więcej

Zlot forum turystyki górskiej. Miejsce wybrane tak, że od razu widać że priorytetem nie bedzie chodzenie po górach 🙂 Udaje mi się pożyczyć skiutry, wieć najwyższy czas zacząć tą przygodę 🙂 W piątek o 16 odbieram Mańka z Borku i lecimy do Zakopca – z ronda odbieram narty, zguby na Dworcu (a w zasadzie Tesco 🙂 ) i wio do Kir. Jestem świeżo po krótkim instruktażu, więc bez problemu zakładam sprzęt i wio do góry. Po jakimś czasi udaje mi się opracować rytm i juz jest dobrze 🙂 Ide po twardym sniegu przynajmniej tak szybko jakbym szedł na butach. Idziemy coś koło 2 godzin (bez presji, robiąc często przystanki) no i w końcu dochodzą nas rozśpiewane głosy ze schronu. Dowiedz się więcej »Ornak, skitury i niewiele więcej

Narty stokowe na Rohaczach plus mały bonus

Czas na urlop zimowy. Standardowo, jak co roku od chyba 5 lat, meldujemy się z Aśką w Zubercu. Trochę niepokoi mocne ocieplenie i brak śniegu, ale jesteśmy dobrej myśli. Pierwszego dnia (niedziela) nonstop na górze nonstop pada śnieg, ale warunki są bardzo fajne, nie ma ludzi prawie w ogóle. Jeździmy 2 godziny, ale na maxa 🙂 Kolejne dni mijają podobnie, z tą różnicą że jest troche więcej ludzi (ferie czeskie) i mniej pada (ale pada).

Miszczunio :D
Miszczunio 😀

W środę Aśka bierze sobie na 2 godziny instruktora, ale nie wiem czy on nawet nie spieprzył czegoś 😀 W czwartek chmury znikają i wychodzi piękne słońce. Decyduje się podrzucić Askę na stok, a samemu ruszyć na zimowy podbój Wołowca 🙂 Dowiedz się więcej »Narty stokowe na Rohaczach plus mały bonus