
Bo nie było Urszulki :) czyli Trzy Kopy zdobyte
Tym razem wyjazd zupełnie spontaniczny. W sobotę przedpołudniem rzucenie info znajomym (nikt nie dał rady, ale sumienie czyste 🙂 )… Dowiedz się więcej »Bo nie było Urszulki 🙂 czyli Trzy Kopy zdobyte

Tym razem wyjazd zupełnie spontaniczny. W sobotę przedpołudniem rzucenie info znajomym (nikt nie dał rady, ale sumienie czyste 🙂 )… Dowiedz się więcej »Bo nie było Urszulki 🙂 czyli Trzy Kopy zdobyte
Pogoda ładna, niedzielne przedpołudnie, Kryspinów. Słońce dość ostre, stąd trochę przepaleń, ale hasło na dzisiaj to BOKEH i przepalenie 🙂
… czyli testy ostrości Tamrona na moim nowym WaveCeptorze 🙂
Długo oczekiwane. W zasadzie sami znajomi. Babki świrowały od 2 miesięcy. Próbne fryzury, makijaże, paznokcie, no kurtka na wacie nie wiem jak tak można 😀 W zasadzie cały ostatni tydzień stał pod znakiem wesela. I deszczu 😀
Na szczęście w sobotę niebo się zlitowało. Przestało padać, chwilami nawet słońce wyjrzało zza chmur. Złe wiadomości to, że Budziki i Rębisie najprawdopodobniej się nie pojawią. Budziki usprawiedliwione, Rębisie trochę mniej. Ale wracając do soboty. Z rana dziewuchy pojechały o 7.00 (sic!) rano na fryzury właściwe 😀 Mnie tylko kazały być o 9.00 na Szewskiej po kwiaty. Dałem radę, choć doszło do pierwszego nieporozumienia z Cobrą vel Szoferem 😀 No nic, 11.00 jestem w domu.

Dowiedz się więcej »Weselne harce czyli ogień do białego rana 🙂
Po pikniku lotniczym w Krakowie, złapaliśmy z Mirkiem smaka na coś bardziej efektownego. Mirek się postarał i załatwił dobre warunki do robienia fot, ja na szybko dokupiłem kartę 4gb (bardzo dobre posunięcie, bez niej albo z mniejszą byłoby krucho) i o 10.30 meldujemy się na rogatkach Radomia. Dzięki navi w miare sprawnie poruszamy się w kierunku lotniska wojskowego, ale cudów nie ma, całe miasto stoi w jednym wielkim korku. 11.30 jesteśmy w centrum prasowym gdzie 'zaledwie’ po 30 minutach dostajemy akredytacje i wchodzimy na teren lotniska. W cholerę ludzi, ale nie bez powodu. Na ziemi fajniutkie maszyny, a w powietrzu zaczynają się super pokazy.

W środę święto, Aśka do końca tygodnia wzięła wolne więc czas na mały rekonesans w tym nieznanym dla nas jeszcze terenie 🙂
Dzień 1
Jako że miał to być substytut wczasów, wyjazd spokojnie, w okolicach 8-9. Zakopianka w miarę płynnie, granicę przekraczamy w Jurgowie. Przez CB słychać to czego się spodziewałem – Łysa Polana zakorkowana przez auta nie mieszczące się na parkingu w Palenicy, punkt dla mnie :). Za Jurgowem pierwsze powalające na kolana widoki, Tatry Bielskie w całej okazałości 🙂 Około 11 dojeżdżamy do Tatrzańskiej Łomnicy, na parkingu zostawiamy samochód i podchodzimy do stacji kolejki na Łomnicę. A tam dramat 🙂 kolejka do kolejki na jakies 1,5 h stania 😀 no ale cóż – wczasy – więc stoimy, sprytnie w 2 kolejkach (jedna do kasy po bilety, druga do wejścia do wagoników).

Dowiedz się więcej »Trochę lenistwa czyli rozpoznanie w słowackich Wysokich
W zamierzeniu miała to być wycieczka łatwa, miła i przyjemna. Weekend w Tatrach Zachodnich, baza wypadowa to Zuberec, główny cel to odcinek grani pomiędzy Smutną a Banikovską Przełęczą plus w drugi dzień coś jeszcze. Skład oprócz mnie i Aśki – Arek i Ula z Pszemem.
Tradycyjnie już – dojazd do Zuberca w deszczu, znalezienie noclegu, szybki browarek i do spania 🙂 Z rana niestety – niebo zachmurzone, wbrew prognozom – chmury wyglądają na deszczowe i niskie. No ale nic, godz 9.00 (planowo o 8.00) wyjazd w kierunku Zverovki. Nawet niezłe tempo do Tatliakovej Chaty (50 minut z babami to 10 minut szybciej niż rok temu 🙂 ). Przy Tatliakovej krótki popas, z niepokojem patrzymy w kierunku Rohacy, które toną w chmurach, co gorsza mocno dynamicznych chmurach.

… którym u mnie jest kitowy 18-55 canona 🙂 Po 6 miesiącach przez które non stop była przykręcona Sigma 70-300… Dowiedz się więcej »Powrót szerokiego kąta 🙂