Świąteczny poniedziałek, o 8.00 wyjeżdżamy z Aśką na Kasprowy (Aśka zostaje na Goryczkowej). Ja sobie powolutku przez Beskida (trochę trudności na trawersie), Liliowe (wystająca trawa, musiałem ściągać narty) i Skrajną Przełęcz (nawet się zastanawiałem czy tamtędy nie zjechać, kusiło) tuptam na Świnicką Przełęcz. Na miejscu spotykam chłopaków, którzy właśnie zeszli ze Świnicy (nocleg na Przełęczy, wschód na szczycie). I zaczynają się jaja. Na Przełęczy jest nawis, z którego wypadałoby zeskoczyć, ale jest taki beton, że się cykam. W końcu jakoś z pomocą czekana udaje mi się zejść i zjazd. Jest cholernie twardo, więc „zjazd” polega na 1-2 skrętach i dohamowaniu. Przy Długim Stawie, widzę, że ktoś idzie z nartami na Kościelec, więc próbuje gonić. Na razie jeszcze jest fajnie twardo, więc po wrzuceniu nart na plecak, idzie się nieźle na przednich zębach raków. Pod szczytem mijam zjeżdżającą trójkę – jeden chłopak celuje w Zaruskiego, reszta zjeżdża szlakiem.
Na szczycie robię popas i obserwuję ludzi na Świnicy oraz trójkę narciarzy, która zjeżdża z Zawratowej Turni. Jeden niestety zalicza glebe i zjazd na plecach z połowy żlebu. Telefon już miałem w gotowości z wybranym 601100300, ale na szczęście jak się zatrzymał na wypłaszczeniu, szybko wstał i dojechali do niego koledzy. Dodatkowo okazało się, że to chłopaki z forum skiturowego, więc mam pewność, że wszystko ok 🙂
Pora na mój zjazd. Narty ubieram pod skałkami szczytowymi i lawirowanie pomiędzy kamieniami. Nawet fajnie, ale śnieg z betonu zrobił się już kaszaniasty. Karb i bez zatrzymania dalej w dół. Tu już kasza z grochem, leci wszystko co się rusza. W dodatku w połowie żlebu, jest mało przyjemne pęknięcie. Jeszcze popas nad Czarnym Stawem Gąsienicowym ..
…i szybki marsz dookoła Małego Kościelca do stacji kolejki na HG, gdzie czeka Aśka z karnetem, wyjeżdżamy na KW i zjazd Goryczkową do Kuźnic 🙂
Fajnie było, prawie cały czas słońce, trochę słabiej ze śniegiem 🙂 Boję się że narciarsko to mogą być ostatki tej zimy, śniegu jest mniej niż pod koniec kwietnia rok temu (kiedy skończyłem sezon).
