Przejdź do treści
Photmotive > Podróże > Strona 14

Podróże

Kościelec w zimie

Tym razem nie było dobrych prognoz, w dodatku lawinowa trójka, ale był plan 🙂 Chłopaki w piątek zaczynali kurs u Waldka Niemca, a szkoda byłoby nie wykorzystać sytuacji, żeby nie zrobić czegoś w okolicy Murowańca. Wyjazd w środę wieczorem, w Zakopanem da się już odczuć atmosferę weekendowych skoków. Przez Boczań Łukasz z Mańkiem dzwigają po 20 browarów 😀 ja tylko butelczyne wiśniówki, więc szybko odskakuje. Jest zimno (poniżej -10) ale przepięknie bezchmurnie, poza tym ze 30 cm warstwa świeżego śniegu. Między Kopami strzelam pierwsze zdjęcia, potem Karczmisko i samo zejście do Gąsienicowej. Na Hali ratraki przygotowują stok, a ja siedzę i kontempluje 😀

Hala Gąsienicowa i pracujące na stoku ratraki
Hala Gąsienicowa i pracujące na stoku ratraki

W międzyczasie widzę jak gaśnie światło najpierw w Betlejemce, potem w Murowańcu. W końcu zimno wygania mnie do schroniska (chłopaki cały czas idą, ale są już niedaleko).Dowiedz się więcej »Kościelec w zimie

Giewoncik czyli rozpoczęcie turystycznego sezonu zimowego.

Złapałem kontakt z chłopakami z forum turystyki górskiej i od razu padła propozycja (a nawet kilka). Piątek, lajtowy spacerek w Zachodnich. Po świętach bardzo mi odpowiadało takie przetarcie, więc bez wahania – jedziemy. Początkowy plan – na Kasprowy kolejką i granią przez Kopę Kondracką na Giewont. W Zakopanem się okazało, że mocno wieje i kolejka nie jeździ – więc na nóżkach, przez Kalatówki, najpierw do schroniska na Hali Kondratowej, a potem w górę do przełęczy Kondrackiej i cel – Giewont. Warunki niezłe, oprócz tego że wiało – chmury wysoko, niezbyt zimno, śnieg trochę nawiany, ale w większości twardy. Szliśmy tak jak biegnie szlak letni, przy samej kopule czasami pomagając sobie łańcuchami – było na tyle mało śniegu że w tych miejscach wystawała skała co w połączeniu z rakami nie dawało dużo komfortu. Na samym szczycie piździło już bardzo mocno, mieliśmy trudności z utrzymaniem się na nogach. Potem tylko jeden duży dupozjazd do schroniska, tam posiedzieliśmy do zmroku i z powrotem do Kuźnic i do auta. Dowiedz się więcej »Giewoncik czyli rozpoczęcie turystycznego sezonu zimowego.

Testy nowej kolejki na Kasprowy

Drugi dzień świąt, pora zamienić tryb 'obżarciuch’ na 'aktywny wypoczynek’. Narty. Na Rohaczach byliśmy ostatnio, więc teraz pada na Kasprowy. Mają jechać z nami Korble, ale trochę zdziwiają, jak to oni 🙂 Z Krakowa wyjeżdżamy tylko z 15 minutowym poślizgiem, o 6.45. Droga mija w miarę szybko, chociaż bez szaleństw (coś pokombinowałem z anteną CB i nie działało), o 8.00 meldujemy się przy rondzie. 8.30 stajemy w kolejce do kolejki, średnio krótkiej jak na tą porę roku i porę dnia. Pierwszy szok – 15 min i wchodzimy do budynku – dawniej stalibyśmy min. godzinę. Koniec końców, po 9.00 wjeżdżamy na szczyt 🙂 jest pięknie. Słońce przygrzewa, niebo granatowe, dookoła ośnieżone szczyty Świnicy, Kościelca, Orlej Perci, Krywania, z drugiej strony Tatr Zachodnich.

Obserwatorium na szczycie Kasprowego
Obserwatorium na szczycie Kasprowego

Dowiedz się więcej »Testy nowej kolejki na Kasprowy

Rohace, czyli otwarcie sezonu narciarskiego

Dawno nic nie pisałem, ale w końcu udało się wyrwać z nawału roboty. Po drodze upgradowałem sprzęt narciarski – kurtka, kask no i hit sezonu – buciory. Tych trzewików się trochę bałem. 20 milionów nowych technologii, obciachowo pomarańczowe. Przy formowaniu na gorąco (15 min) krew mi odeszła z nóg poniżej kolan 😀 No i debiut. Ubieranie – mimo twardości 100 – bez problemu. Nie zapinałem ich, dopóki nie wyjechaliśmy na samą góre – tam bez problemu. Jazda – pięknie, trzymają mocno, noga nie lata, czy to na kancie czy klasycznie – prowadzenie bardzo pewne. Zjechałem, z przyzwyczajenia siadam od razu na krzesełku, no i zaczyna się 😀 cisną 🙂 w końcu opracowałem taką strategię, że na postoje odpinałem wszystkie klamry, a na górze się zapinałem dość szybko i jazda. Moja jak najbardziej subiektywna ocena: 9/10 🙂

Tecnica Diablo Magma
Tecnica Diablo Magma

Punkt odjęty za komfort (to chyba tak, jak odjąć w teście auta sportowego punkty za brak uchwytów na napoje 😀 ). Reszta sprzętu – tzn kask i kurtka sprawdziły się bez zastrzeżeń – kasku nie poczułem wogóle (a uchronił mi łeb pare razy przed uderzeniem krzesłka), a kurtka cieplutka, fajny zamek, wygodne kieszenie.Dowiedz się więcej »Rohace, czyli otwarcie sezonu narciarskiego

Gdzie raki zimują czyli zimowe zakończenie sezonu letniego – Rysy

Znowu spontan. We wtorek o 10.00 pojechałem do polarsportu, 'na wszelki wypadek’ kupić raki i czekan. O 12.00, po dodatkowym sprawdzeniu pogody, padła decyzja, że jadę 🙂 Z Krakowa wyjazd o 14.30 – tym razem środek transportu to alfa – jednak szybciej i wygodniej. 16.00 dojeżdżam do Palenicy, szybkie przebranie 🙂 i 16.20 wychodzę na nudną asfaltówkę do Morskiego Oka. Jako, że jestem świeżutki – idzie się dość dobrze, zza chmur próbują przebijać się góry. Przed 18.00 jestem w MOku. Kolacja i o 20.30 do spania 🙂 Z rana trochę zaspałem – miałem plan żeby wyjść o 7.30, opóźniło się wszystko o godzinę. Pogoda lux, przed schroniskiem pięknie witają mnie Mięgusze 🙂Dowiedz się więcej »Gdzie raki zimują czyli zimowe zakończenie sezonu letniego – Rysy

Trackday w Tychach.

Tym razem hasło rzucił Wojtek. Jedźmy, niedaleko, będzie dużo frajdy, Tor Testowy Fiata – tam jeszcze nie byliśmy. Mi to jakoś za bardzo nie leżało, ze względu na airshow dzień wcześniej, ale jak chłopaki jadą to ja też 🙂 W najbardziej optymistycznym wariancie miał jechać Wojtek, Mirek, ja, Mariusz, Budzik, Marcin a forum ar.pl i Łukasz od wypucowanej 155. Oczywiście skończyło się na tym że samochodowo tylko ja reprezentowałem fante,  Budzik i Mirek pojechali porobić zdjęcia, z nami Marcin sportwagonem i na miejscu dołączył Łukasz w 155. Dobre i to. Droga bez przygód (oczywiście nie licząc 20 minutowego spóźnienia Mirka). Przy wjeździe spotkaliśmy się z Kamilem i Mateuszem, dzisiaj obaj w 145 QV, kierowcą starszy 🙂

156 w działaniu
156 w działaniu

Dowiedz się więcej »Trackday w Tychach.

Trochę lenistwa czyli rozpoznanie w słowackich Wysokich

W środę święto, Aśka do końca tygodnia wzięła wolne więc czas na mały rekonesans w tym nieznanym dla nas jeszcze terenie 🙂

Dzień 1

Jako że miał to być substytut wczasów, wyjazd spokojnie, w okolicach 8-9. Zakopianka w miarę płynnie, granicę przekraczamy w Jurgowie. Przez CB słychać to czego się spodziewałem – Łysa Polana zakorkowana przez auta nie mieszczące się na parkingu w Palenicy, punkt dla mnie :). Za Jurgowem pierwsze powalające na kolana widoki, Tatry Bielskie w całej okazałości 🙂 Około 11 dojeżdżamy do Tatrzańskiej Łomnicy, na parkingu zostawiamy samochód i podchodzimy do stacji kolejki na Łomnicę. A tam dramat 🙂 kolejka do kolejki na jakies 1,5 h stania 😀 no ale cóż – wczasy – więc stoimy, sprytnie w 2 kolejkach (jedna do kasy po bilety, druga do wejścia do wagoników).

Łomnicki Szczyt
Łomnicki Szczyt

Dowiedz się więcej »Trochę lenistwa czyli rozpoznanie w słowackich Wysokich