Że niby blog

Turniej Koszykarskich Pokoleń w moim liceum.

Początek obchodów 50 lecia szkoły. Profesor Obidowicz, pieszczotliwie nazywany Obi 🙂 od jesieni trąbił żeby szlifować formę i kondycję na te zawody. Słowo się rzekło, gramy. Przydzielony jestem do najstarszej grupy, „juniorów starszych”, z Wojtkiem, Kowalem, Jezusem, Mirkiem Kubicą i nieznanym mi dotąd Marcinem. Predykcje – mamy realne szanse na 2 miejsce, jest jedna grupa teoretycznie silniejsza, reszta średnia 🙂 Pierwszy mecz z obecną reprezentacją szkoły, trochę ich masakrujemy, później się okazuje, że zawiedli ich liderzy. Gra mi się dobrze, rzucam coś pod 20 punktów (przez 16 min 😀 ). Niestety pod koniec podkręcam jakoś dziwnie lewą nogę, przy obciążeniu pionowym nie boli bardzo, ale przy „zrywie” łupie jak fiks 🙂

Od święta było trochę walki
Od święta było trochę walki


Po naszym meczu faworyci (w niepełnym składzie) przegrywają z czwartą drużyną, więc jednocześnie pojawia się szansa, ale i niepokój 🙂 Czekają nas 2 mecze pod rząd, noga mi stygnie, stopa zaczyna boleć nie na żarty. Pierwszy to właśnie owi faworyci – zaczynamy dobrze, wpada kilka trójek, nawet coś tam bronimy o co miałem największe obawy. Ciężar gry na siebie bierze Marcin, choć czasem chyba zbyt indywidualnie 🙂 Wygrywamy różnicą około 10 pkt. Teraz mecz o pietruszkę, ale z przeciwnikiem z którym spotkamy się w finale. Staramy się oszczędzać siły, ale przy okazji coś tam ugrać. Mimo przewagi ok 10 pkt w przerwie, dochodzą nas i kończy się remisem (za porozumieniem stron nie graliśmy dogrywki bo to było bez sensu) 🙂
ZałogaG

2 godziny odpoczynku i finał 🙂 wcześniej grają dziewczyny, podobnoż wygrała obecna drużyna, mi mignęła tylko na korytarzu ze znanych dziewoj Lidka i Natalka 🙂 No nic, po ekpresowej regeneracji zaczynamy ostatni mecz. Mirek Kubic nie dociera, więc gramy z jednym rezerwowym (na placu 4) Na początku chyba trochę nerwów, zaczynamy od 0:4 ale jakoś szybko się mobilizujemy i dalej jest równo, do przerwy nawet prowadzimy. U przeciwników – najwięcej kłopotów sprawia Dawid, troszkę wyższy ode mnie, ale w miarę sprawny. Po przerwie znowu wpada trochę trójek, odskakujemy na 10 pkt. Staramy się kontrolować tempo i grę. Przeciwnikom puszczają nerwy i mimo że w końcówce dochodzą nas na 6 pkt, zwycięstwa nie oddajemy 🙂 Jest trochę radości, medale odbieramy z rąk Obiego i vce dyrektora Migdała 🙂
Prof. Obi i Prof. Migdał 🙂

Exit mobile version