Że niby blog

Spanie, spanie, spanie czyli powrót do Świnoujścia

Po krótkiej wizycie w Poznaniu, w miarę szybko dotarliśmy do Świnoujścia. Automapa troszkę się pogubiła przy samym wjeździe do miasta, kierując nas na prom dla tubylców i pojazdów uprawnionych, ale dzięki mojemu niebywałemu doświadczeniu od razu ominąłem tą pułapkę 🙂 Bez problemów znaleźliśmy kwaterę, tutaj też zaprocentowała moja znajomość terenu 🙂 . Mimo zmęczenia, Aśka zakomenderowała spacer na deptak/plaże, dobrze że wziąłem nawigację i parasol 😀

Plaża
Plaża

Całość pobytu upłynęła pod znakiem lenistwa. Mocnego słońca nie było, kropiło też parę razy, więc większość dnia spędzaliśmy na plaży, albo śpiąc, albo połykając zabrane książki. Aśka jak zwykle – jakieś magiczne thrillery medyczne ze strzykawką na okładce, ja na lekko „Kolekcjonera” Clancy’ego, „Manuskrypt Voynicha” Maugenest’a i zacząłem coś cięższego czyli „Byłem adiutantem Hitlera” Nicolausa von Belowa. Odświeżyliśmy pamięć kilku charakterystycznych miejsc – wiatrak, deptak, port, centrum miasta. W sumie oprócz kilku nowych szalenie ekskluzywnych budynków w okolicy deptaku/plaży, Świnoujście na przestrzeni 10 lat wogóle się nie zmieniło.

Wiatrak na plaży w Świnoujściu

Dobra standardowe kilka uwag w podpunktach:

W następnym odcinku – Rajd Subaru 🙂

Exit mobile version