Dzień po powrocie z gór, trzeba się było szybko zregenerować bo czekała mnie wyprawa do Mielca na wesele przyjaciółki Aśki. Sama impreza – nie będę raczej nic pisał, niewiele osób znałem (pozdrowienia dla Krzyśka B. 🙂 ), jakoś specjalnie nie czułem się związany emocjonalnie z nowymi małżonkami, a dodatkowo pechowo miałem jakiś słabszy dzień i wypiłem UWAGA całe 2 banie 🙂 Nie mniej jednak Aśka bawiła się dobrze, wypiła całe morze gorzoły 🙂
Z mojego punktu widzenia ciekawsza jednak była droga z i do Mielca.
Po pierwsze CB – jak zwykle sprawdzało się, po drodze misiaki stały tylko w strone Mielca na Igołomskiej (wiedziałem o nich dużo wcześniej), więc jazda zupełnie bezstresowa.
Po drugie – odkryłem cudo które się nazywa nawigacją 🙂 Pożyczone Mio P550, dodatkiem do GPSa są funkcjonalności palmtopa, szczególnie dla mnie ważne WIFI 🙂 Jechaliśmy drogą na Sandomierz, po ok 50 km skręciliśmy na południe, poprowadziło nas idealnie, w każdym momencie wiedziałem gdzie jestem, ile jeszcze do celu, kiedy będzie następny checkpoint 🙂 To zupełna odmiana po zestawie Aśka + atlas i stały tekst „aaaa, nie wiem gdzie jestem” 🙂 W poniedziałek pewnie trzeba będzie kupić 🙂 tylko jeszcze będę musiał zamontować drugie gniazdo zapalniczki bo w tym momencie na końcówce baterii to jest wybór albo CB albo Navi.
Po trzecie – w czwartek podprostowałem felgi z przodu, wyważyłem koła (oprócz felernego niby idealnego re040 którego muszę niedługo wymienić, zresztą bardzo polecam porządną wyważarkę w Harpie – nie jest tanio ale przynajmniej wiadomo za co się płaci). Oczywiście zniknęło lekkie bicie na kierownicy i jechało się juz z pełnym komfortem.
Po czwarte – magiczne zegarki 🙂 już zamontowane (chociaż jeszcze nie ma efektu który chciałem uzyskać). Ciśnienie i temperatura oleju – AutoGauge z serii SM (StepMotor czy coś takiego). Wyglądają bardzo dobrze, w komplecie było wszystko co potrzeba było do montażu – oprócz podkładki na czujniki pod filtr oleju. Wszystko zamontowane prawie bez problemu, wskazują bardzo fajnie. Człowiek jednak automatycznie zdejmuje nogę z gazu mimo ze temperatura wody ma już te 70 stopni, widząc ze olej jeszcze się nie nagrzał i ciśnienie jest w okolicach 6 barów. Generalnie jestem bardzo zadowolony.
Na razie tyle – jutro Piknik Lotniczy (ale tylko przedpołudniem dam rade) a potem znowu wesele.