Że niby blog

Kurs wspinaczkowy :)

Kończy się sezon zimowy, nowy, letni trza było jakoś spektakularnie rozpocząć. We wtorek skontaktowałem się z Waldkiem – są miejsca na kurs zaczynający się w sobotę, no to po szybkiej konsultacji z Aśką – zapisuje się 🙂 Jeszcze tylko zakup butów i nadchodzi sobota. Zaczynamy na Winnicy w Bolechowicach, rozdział sprzętu i zespołów. Trafiam do grupy Waldka, chociaż akurat ten podział jest czysto formalny, całą 12-osobową grupą opiekują się trzej instruktorzy – Maciek, Szymon i właśnie Waldek. Ważniejszy przydział to Marta – moja partnerka wspinaczkowa – sympatyczna, z początku małomówna 🙂 Pierwszy dzień to wędeczka i Dolina Bolechowicka. Pierwsze dwie drogi idą jak z płatka, problemy zaczynają się na trzeciej, gdzie zaczyna brakować pary w dłoniach. Próbuje z 5 razy, potem Marta kilka razy, od razu pierwsza sekwencja nie puszcza 🙂 Rezygnujemy, odpoczywamy i na koniec robimy jakąś lajtową czwóreczkę 🙂

Zjazdowa Turnia w Kobylańskiej
Zjazdowa Turnia w Kobylańskiej


Po zajęciach jeszcze krótki wykład o linach i do domu 🙂 Trochę byłem zaniepokojony bo ten pierwszy dzień mocno wyczerpał mnie fizycznie, a tu było jeszcze 5 conajmniej takich samych dni 🙂 No nic, niedziela, dzień drugi, zbiórka w Kobylanach o 8.00. Temat dnia, to prowadzenie drogi z asekuracją dolną. Prowadzimy na lajcie 2 drogi czwórkowo/piątkowe w okolicach Zjazdowej Turni, po czym powtarza się sytuacja z poprzedniego dnia – sił brakuje – teraz nauczony doświadczeniem odpuszczam po dwóch nieudanych próbach. Pod koniec dnia zrywa się mocny deszcz – ja na szczęście byłem na dole, ale dwa zespoły w ścianie mocno zmokły, co oczywiście musiało być tematem naszych kąśliwych uwag 😀
Czule do skały

Dzień trzeci – zakładanie stanowiska, operujemy w skałach za Będkowicami. Fizycznie trochę lepiej, ale może przez to że działania nie są aż tak wyczerpujące jak poprzednie dni – więcej czasu spędzamy np na budowie stanowiska 🙂 Gosia z sąsiedniego zespołu robi V+ (respecta), my zostajemy na standardowych IV. Dzień czwarty to wspinanie na własnej asekuracji – kości, friendy i inne heksy 🙂 Na dzień dobry dostaje własną kością pod oko, mam mieszane uczucia co do pewności i stabilności takich rozwiązań. Po wyczerpujących ćwiczeniach robimy drogę na Słonecznej Turni. Marta się blokuje na pierwszej kości, instaluje ją przez 10 minut wisząc w niewygodnej pozycji, przez co traci siły – podejmuje decyzję o wycofie i zaczynam prowadzić. Idę na łatwiznę – z pierwszą kością zainstalowaną idę od razu do pierwszego ringa i dopiero nad nim instaluje jakieś heksy i kości 🙂 W sumie idzie się dobrze, na górze czeka Maciek, który kontroluje i podpowiada mi przy budowie stanowiska (tym razem angielskiego, o głaz 🙂 ) Dzień się kończy 🙂 Piąty dzień to w zasadzie kwintesencja całego kursu – prowadzenie drogi wielowyciągowej. Waldek przydziela nam z Martą Żabiego Konia, idzie się całkiem dobrze w miarę szybko robimy 4 wyciągowe podejście drogą IV, emocje skaczą mi przy trawersie który wygląda słabo, ale jak się już w niego wejdzie to jest ok 🙂 Marta zakłada stanowisko na górze i zjeżdzamy na 2 razy 🙂 lux 🙂 jest czas to robimy jeszcze dwuwyciągową V-, tu mi w pewnym momencie zabrakło siły, ale po 2 minutowym odpoczynku docieram do łancucha i zakładam tam stanowisko zjazdowe 🙂
W górę

W sumie dzień oceniam chyba nalepiej z wszystkich, podobno zrobiliśmy najwięcej z wszystkich zespołów, a i wejście na górę sprawiło nam jakąś tam satysfakcję 🙂 Wieczór to ognisko, gdzie pośmialiśmy się strasznie, prześcigając w anegdotach z dni poprzednich 🙂 Niestety ostatni dzień to autoratownictwo – fajne zajęcia tylko szkoda że bez wspinania 🙂 Na koniec rozdanie skierowań na kursy taternickie, pamiątkowe zdjęcia i rozjazd do domów 🙂 fajnie było 🙂
Rafał, Agnieszka i Marta

Exit mobile version