Że niby blog

Gdybym butów nie zapomniał…

.. to może by coś padło. Albo by nie padło, bo pogoda była pieska 🙂 W każdym razie 7.15, parking w Starym Smokovcu, orientuje się, że buty do nart zostały w garażu 😀 Na szybko – jedźmy do Strbskiego, wyjedziemy krzesełkiem na Solisko i tam będziemy piwo pić 😀 ale ja kierowcą jestem. No dobra, dzwonie do domu, Aśkę udało się nawet bez problemu ściągnąć z łóżka. Umawiamy się w Rabce. 9.00 odbiór butów, 10.00 jesteśmy w Kuźnicach, ale zupełnie bez motywacji. Konsumujemy kiełbasę w Jaworzynce, a że kolejka do kolejki spora, to lecimy na nogach do Goryczkowej. Po drodze odrzucamy pomysł Wrótek od Kalatówek (wspomniany brak motywacji, kondycja Kiełbasy po imieninach Eweliny, niskie chmury i jednak słaby śnieg). Kolejka do krzesełka też spora, ale odczekujemy swoje, po czym kolejny przystanek na Kasprowym :D. Obiadujemy do ok. 13.00 i ruszamy w kierunku Liliowego/Skrajnej. Mam nadzieję na zjazd, jednak szybko rozwianą przez widoczność rzędu 20 metrów.

Docieramy na Beskida, potem chłopaki w stronę Liliowego, ale szybko krzyczą, że wracamy bo nic nie widać – ani w powietrzu, ani na śniegu 🙂 No dobra, to 2 zakręty z Beskida i jednak postanawiam przetrawersować bliżej stoku, bo kompletnie nic nie widzę. Dzwonie do Mańka, że jestem tu i tu, a tu się okazuje że oni jednak zostali na szczycie i właśnie chmury opadły i słońce świeci 🙂 ja jestem 60 metrów niżej w kompletnym mleku 🙂 No nic, no to powrót, akuratnie zdążyłem w momencie jak chmury zaczęły się znowu podnosić. Kilka zdjęć i jednak zjazd – ale najpierw granią w kierunku stoku i dopiero niemalże wyratrakowaną trasą w dół. Popas w Murowańcu (oczywiście spotkanie Waldiego&Co) i zjazd od Kuźnic. Chłopaki poszli Boczaniem, ja zjechałem nartostradą (która jednak nie przypomina w ogóle tej z Goryczkowej. Wąsko, ciemno, głucho i ślepe zakręty 😀

Relacja na forum turystyki górskiej

Exit mobile version