Kropi od samego rana, ale jesteśmy zdeterminowani, żeby skończyć zajęcia praktyczne dzisiaj. Wychodzimy w okolicach 8.00, dochodzimy do takich fajnych skałek, pomiędzy Czarnym a Zmarzłym Stawem. Szpej na grzbiet i… zaczyna padać mocniej. Wyciągam mój magiczny parasol i mimo deszczu zostaje opuszczony jako potencjalna ofiara (losu) 😀 Ćwiczymy techniki podciągania i opuszczania, znad i spod stanowiska. Dolało nam mocno, ale zrobiliśmy co mieliśmy zrobić i schniemy w drodze powrotnej.
W schronie jeszcze kilka słów na temat asekuracji, strategii, taktyki, orientacji i nawigacji i na następny dzień do domu 🙂
