
Salatyn podejście drugie
Zima się kończy, chociaż w sobotę miała jeszcze zagrać (chyba) ostatni akord kilkudniowym Armagedonem (deszcz, śnieg, porywisty wiatr). Tymczasem w… Dowiedz się więcej »Salatyn podejście drugie

Zima się kończy, chociaż w sobotę miała jeszcze zagrać (chyba) ostatni akord kilkudniowym Armagedonem (deszcz, śnieg, porywisty wiatr). Tymczasem w… Dowiedz się więcej »Salatyn podejście drugie

Pierwsze oznaki zimy pokazały się w tym sezonie dość wcześnie. W górach sypnęło, zmroziło, a nas zaskoczyło o tyle, że… Dowiedz się więcej »Pierwsze narty Szymka na Rohaczach
Stokowe narty jak to stokowe, nuda 🙂 W dodatku pogoda nie rozpieszczała, trochę wiało, sypało śniegiem. Ale to co chyba… Dowiedz się więcej »Rohacze stokowo

Sytuacja śniegowa w tygodniu zachęcała. Niestety w sobotę zaczął wiać halny. Mieliśmy kilka opcji. Padło na narty stokowe dla dziewczyn na Rohacach, a ja z Łukaszem poszliśmy powyżej wyciągu. Ja oczywiście na nartach, Łukasz tyrał na nogach. Od początku zaczęły się jaja z kosówką i głębokim, świeżym śniegiem. Nawet na turach było ciężko. Idąc najpierw lewą stroną, po godzinie wali zrezygnowaliśmy i odbiliśmy na prawo, w kierunku grani Zadniego Salatina.Dowiedz się więcej »Pierwsze narty w sezonie 2008/2009
Czas na urlop zimowy. Standardowo, jak co roku od chyba 5 lat, meldujemy się z Aśką w Zubercu. Trochę niepokoi mocne ocieplenie i brak śniegu, ale jesteśmy dobrej myśli. Pierwszego dnia (niedziela) nonstop na górze nonstop pada śnieg, ale warunki są bardzo fajne, nie ma ludzi prawie w ogóle. Jeździmy 2 godziny, ale na maxa 🙂 Kolejne dni mijają podobnie, z tą różnicą że jest troche więcej ludzi (ferie czeskie) i mniej pada (ale pada).

W środę Aśka bierze sobie na 2 godziny instruktora, ale nie wiem czy on nawet nie spieprzył czegoś 😀 W czwartek chmury znikają i wychodzi piękne słońce. Decyduje się podrzucić Askę na stok, a samemu ruszyć na zimowy podbój Wołowca 🙂 Dowiedz się więcej »Narty stokowe na Rohaczach plus mały bonus
Dawno nic nie pisałem, ale w końcu udało się wyrwać z nawału roboty. Po drodze upgradowałem sprzęt narciarski – kurtka, kask no i hit sezonu – buciory. Tych trzewików się trochę bałem. 20 milionów nowych technologii, obciachowo pomarańczowe. Przy formowaniu na gorąco (15 min) krew mi odeszła z nóg poniżej kolan 😀 No i debiut. Ubieranie – mimo twardości 100 – bez problemu. Nie zapinałem ich, dopóki nie wyjechaliśmy na samą góre – tam bez problemu. Jazda – pięknie, trzymają mocno, noga nie lata, czy to na kancie czy klasycznie – prowadzenie bardzo pewne. Zjechałem, z przyzwyczajenia siadam od razu na krzesełku, no i zaczyna się 😀 cisną 🙂 w końcu opracowałem taką strategię, że na postoje odpinałem wszystkie klamry, a na górze się zapinałem dość szybko i jazda. Moja jak najbardziej subiektywna ocena: 9/10 🙂

Punkt odjęty za komfort (to chyba tak, jak odjąć w teście auta sportowego punkty za brak uchwytów na napoje 😀 ). Reszta sprzętu – tzn kask i kurtka sprawdziły się bez zastrzeżeń – kasku nie poczułem wogóle (a uchronił mi łeb pare razy przed uderzeniem krzesłka), a kurtka cieplutka, fajny zamek, wygodne kieszenie.Dowiedz się więcej »Rohace, czyli otwarcie sezonu narciarskiego

Tym razem wyjazd zupełnie spontaniczny. W sobotę przedpołudniem rzucenie info znajomym (nikt nie dał rady, ale sumienie czyste 🙂 )… Dowiedz się więcej »Bo nie było Urszulki 🙂 czyli Trzy Kopy zdobyte