Ważny rok. Zrobiłem duży krok do przodu, zarówno w zimie, jak i w lecie. Zimą wiadomo – narty. Od lekkich wycieczek i zjazdów z Krywania, Sławkowskiego czy Przełęczy Kondrackiej, poprzez trudniejsze – z Baraniej Przełęczy (ten dziadowski śnieg), powtórka na Świnickiej (lód 🙂 ) do trudniejszych, ale całkiem przyjemnych – północną Kościelca czy z Niżnich Rysów. Nabrałem trochę potrzebnego doświadczenia, wyeliminowałem kilka błędów.
Lato to przede wszystkim kurs taternicki. Aktywne 2 tygodnie, w czasie których darłem ręce, obijałem nogi, ale będę je wspominał napewno długo. Oprócz stricte wspinaczkowych dróg, po kursie udało się zrobić takie bardziej turystyczno-wspinaczkowe typu Grań Kościelców czy Gerlach od Przełęczy Tetmajera, trudniejsze turystyczne typu Ganek, Staroleśny Szczyt, Pośrednia Grań czy Durny-Łomnica i prostsze turystycznie – np. Orla Perć 🙂
Wspin w skale – technicznie chyba nie poszedłem wiele do przodu, to jest na pewno cel na następny sezon. Charakterystyczne jest to, że najtrudniejszą drogę w mojej krótkiej karierze wspinaczkowej poprowadziłem OSem w górach, na drodze wielowyciągowej, w części na własnej asekuracji.
Plany i prognozy na następny rok? Na pewno będzie mniej aktywny. W zimie zamierzam trochę pochodzić na nartach – również w nieodwiedzane do tej pory części Tatr, dodać do kajeciku kilka trójkowych zjazdów. W lecie ma być trudniej – zarówno w skałach jak i górach.
Cyferki:
- ~35 dni spędzonych w górach + ~10-15 dni w skałach
- najtrudniejsza wyprawa zimowa – zjazd z Baraniego Sedla i dalej z Terinki na Hrebienok. Twardy, zmrożony, grudziasty śnieg strasznie mnie sponiewierał
- najtrudniejsza dzień w lecie – Celijski Stup w Paklenicy. Cyferkowo nie był najtrudniejszy, ale nie dość, że już przed wejściem w ścianę byłem sponiewierany, to zaliczyłem dwa duże loty, znacząc chwyty krwią z potarganych dłoni 🙂
- dzień który dał największą satysfakcję – Mosoraski na Anicy Kuk, poprowadziłem to chyba siłą woli, ale satysfakcja na topie straszna
- najwyższy zdobyty szczyt – Gerlach, zakończył też przy okazji WKT. Też było miło.
I tradycyjnie – kilka zdjęć, które najmilej wspominam czy najbardziej mi się podobają z tego roku.
